czwartek, 15 stycznia 2015

Religie pokoju, religie nienawiści?

Wiem, że to niepopularna opinia, że nie wypada dziś jej wyrażać. Nie nienawidzę muzułmanów - uważam ich tak samo jak każdych ludzi zindoktrynowanych religijnie za ofiary. Nie można jednak twierdzić, że religia nie ma nic wspólnego z konfliktami, przecież ten Palestyna-Izrael ma między innymi korzenie w religii i przekonaniu, że komuś coś się należy, bo bóg tak powiedział i że moja religia jest prawdziwa, a inne nie.

Poza tym o ile oczywiście trzeba odróżnić fundamentalizm i ekstremizm od zwykłych ludzi, którzy chcą być dobrzy, o tyle nie można mówić, że religia nie ma wpływu na to, co się dzieje i na zachowanie.

Z czysto zdroworozsądkowego punktu widzenia religia zaburza zdolność pojmowania faktów (http://www.bbc.com/news/blogs-echochambers-28537149) i stanowi świetną wymówkę oraz uzasadnienie własnych lęków, frustracji i nienawiści. Przykłady? Choćby z naszego podwórka: katotaliban próbujący narzucać swoje stanowisko i blokować wybór innych ludzi. To niedopuszczalne, by wymuszać swoje sumienie na innych ludziach. Wymówka? Religia. Oparcie w księgach sprzed dziesiątek setek lat. W księgach tych można znaleźć uzasadnienie dla wszystkiego, bo są tak nieprecyzyjne i pełne mitów, że w zasadzie każda interpretacja jest słuszna.

Nie. Nie można nienawidzić muzułmanów. Większość z nich to dobrzy ludzie, chcący być dobrzy. Tak samo, jak katolicy. Jednak twierdzenie, że religia nie jest problemem, jest po prostu kłamstwem.

Nie wiem, ile jeszcze będziemy akceptować wymówki oparte na religiach, które stworzone zostały na krwi (islam przecież wywodzi się od kolesia, który był bojownikiem, chciał zagarniać tereny i nie hamował się przed bardzo zręcznymi manipulacjami, jednocześnie w dzisiejszym pojmowaniu był pedofilem. Chrześcijańśtwo nie wywodzi się z brutalności, jednak przez wieki służyło do uzasadniania okrucieństw, okropieństw i tragedii), ile jeszcze będziemy akceptować fakt, że coś, co trwało przy ludziach i służyło im do przelewania krwi dziś wciąż istnieje i z powodu interpretacji nagle stało się co, pokojowe? Pełne miłości? Człowiek nie zmienił się tak bardzo - wciąż ma słonności do interpretacjii i to nie zasługa religii, że nie palimy się dziś na stosie i nie mordujemy za wyznawanie niewłaściwej religii. To zasługa ewolucji moralności, całkowicie niezależnej - ba, często hamowanej przez religie- od religii.

Jaką mam gwarancję, że za 10, 50 lat religijne teksty z kompletnie innych niż dzisiejsze czasów nie posłużą znowu do tłumaczenia okrucieństw? Żadnej. 

Dlatego właśnie odrzucam każdą religię i dlatego uważam, że lepiej mielibyśmy się bez nich. Nie potrzebujemy starożytnych wersetów, żeby być dobrymi ludźmi. Nie potrzebujemy stałego nadzoru mocy nadprzyrodzonej, by współczuć, by pomagać sobie nawzajem.

A w momencie, gdy ktoś zabija z imieniem boga na ustach lub gdy ktoś chce narzucić mi, jak mam żyć bo tak nakazuje mu jego bóg, staję w opozycji i nie kłamię, że religia to samo dobro, a szaleńcy używający jej do szerzenia nienawiści, przemocy i bigoterii to wyjątki. Niestety nie.

Szaleniec i tak byłby szaleńcem, ale religia tworzy stan, który pogłębia szaleństwo i pomaga pomieszać rzeczywistość z ułudą.