środa, 14 stycznia 2015

Przykro mi, że tak się czujesz, jednak to cię nie usprawiedliwia

Wiem, że mój problem pewnie nie jest ważnym problemem, ale i tak to napiszę: mężczyzno, nic nie daje ci prawa, żeby komentować i traktować kobiety w sieci, jakby istniały tylko i wyłącznie dla zapewnienia ci rozrywki i seksualnego podniecenia. Trzymaj swojego penisa na wodzy, to nie nasza wina, że masz problemy ze sobą i prawdopodobnie jesteś sfrustrowany. Zresztą nic w tym dziwnego. Jeśli tak podchodzisz do kobiet, to słusznie, że trzymają się od ciebie z daleka.

Jesteśmy w środku dyskusji o wolności słowa i faktycznie - uważam, że masz prawo pisać, to co piszesz. Masz prawo, ale to nie znaczy, że powinieneś. Zresztą nawet nie jestem pewna, czy twoje komentarze nie podpadają pod molestowanie seksualne, ale nie mi to oceniać.

Mam prawo jako kobieta funkcjonować w sieci, w której ludzie, których nie znam piszą co by mi zrobili, co ich we mnie podnieca, co myślą o moim wyglądzie i oceniają mnie na tematy niezwiązane z moją aktywnością nie istnieją. Mam prawo do bycia sobą bez obawy, że jakiś chłopaczek (nie, nie zasługujesz na miano mężczyzny) postanowi traktować mnie jako obiekt seksualny.

Gdy piszesz taki komentarz o mnie, do mnie, gdy postanawiasz upublicznić swoje fantazje i prowokujesz mnie w nadziei, że zwrócę na ciebie uwagę, sprawiasz, że czuję się źle ze samą sobą. Niestety nie jest tak, że my, kobiety, wszystkie jesteśmy takie same i tak samo reagujemy na tego typu zaczepki i prowokacje. Niektóre z nas pominą je, zignorują, inne wezmą do siebie. To tak samo, jak z naruszeniem strefy intymnej - jedna kobieta odepchnie atakującego, druga poczuje się zawstydzona i podda, nienawidząc potem samej siebie.

Tak działał mechanizm u niemal 30 kobiet, które dziś oskarżają Billa Cosby'ego o gwałt. Wiem, że lubisz je poniżać i bronić Cosby'ego i często anonimowo komentujesz na pudlu, że na pewno kłamią, bo dlaczego tyle lat milczały? Informuję cię, że z wielu powodów, których - obawiam się i chyba słusznie - nigdy nie zrozumiesz. Zawiłości ludzkiej psychiki są ci obce, inaczej nie atakowałbyś kobiet w sieci.

Tacy jak ty sprawiają, że wiele kobiet znika z sieci, bo nie wytrzymuje nieustannego molestowania. Kathy Sierra, Amanda Hess czy ostatnio vlogerka książkowa Katy - to tylko część z kobiet, które wycofały się całkowicie albo z części internetowych aktywności, bo tacy jak ty postanowili poluzować hamulce i wylać swoje kompleksy i frustracje.

Nie dziwię im się. Otrzymywały nawet groźby gwałtu, a chłopcy nie szczędzili im wizji swoich fantazji i tego, co by zrobili i co im zrobią. Cholera, kilka dni temu wystarczyło kilka komentarzy, bym ja - a uważam się i podobno jestem dosyć odporną osobą - poczuła się źle ze samą sobą. Wystarczyło, bym przeczytała skierowane do mnie fantazje o mnie, bezpośrednie i przekraczające sferę mojej prywatności.

Dekadę temu wszelkie fora internetowe w Stanach zanotowały nagły spadek użytkowników. Pew Research pokazał, że spadek liczby internautów uczestniczących w rozmowach z 28 do 17% spowodowany był właśnie zaczepianiem i molestowaniem kobiet. Okazało się, że internet w wielu miejscach nie jest przyjaznym miejscem dla kobiet.

Nie powinieneś pisać dziewczynom, które pokazują się na wideo opowiadając o czymś, co jest dla nich ważne, że masz ochotę by usiadły ci na twarzy. Tak samo jak nie powinieneś pisać, że mają okropne cycki. Wyzywam cię - wyjdź na ulicę i komentuj w ten sposób kobiety przechodzące obok ciebie. Dostaniesz w końcu, zasłużenie, w mordę, co niestety pewnie zamiast postawić cię do pionu sprawi, że zaczniesz nienawidzić kobiet jeszcze mocniej.

Wyzywam cię - idź do własnej matki i powiedz jej to, co chcesz pisać do kobiet w sieci.
Żyjemy w czasach, w których internet przewraca wszystkie normy społeczne, także te, które nie wzięły się znikąd. W czasach, w których łatwo pogubić się w meandrach kultury i stracić poczucie własnej wartości.

Przykro mi, że tak się czujesz. Przykro mi, że jest ci tak źle, jesteś aż tak zagubiony, że wylewasz to w ten sposób w sieci krzywdząc innych. Jednak moje współczucie nie legitymizuje tego, jak mnie atakujesz.