poniedziałek, 7 marca 2011

Achaja, Grzędowicz i refleksja o świecie.

Postanowiłam w końcu dorwać i przeczytać trzeci tom "Pana Lodowego Ogrodu" Jarosława Grzędowicza, ale jak to ze mną i z seriami bywa muszę sobie przypomnieć poprzednie częśći zanim dobiorę się do najświeższej. Dlatego nie lubię podziałów na tomy. Pomiędzy nimi często jest tak długa przerwa, że wypada odświeżyć poprzednie. Ale Grzędowicza warto.

I wiem, że następne, za co się zabiorę to "Achaja" Ziemiańskiego. Z jednego prostego powodu - to genialny klimat i opis zmian zachodzących w mentalności społeczeństwa. To wizja świata przeobrażającego się obyczajowo, kulturowo, moralnie.

Nie tylko w "Achai" można dojrzeć ten proces, ale tam zrobił na mnie ogromne wrażenie. Mocny i przemyślany.

Ostatnimi czasy nie mogę oprzeć się wrażeniu, że coś takiego dzieje się obecnie. W "Achai" Ziemiański przyspieszył wszystko tak, żeby można było to zauważyć. My tego nie widzimy, ale prawdopodobnie to się dzieje tu i teraz.

Nie mam pojęcia, czy mam rację. Pamiętam jednak kilka bardzo mądrych osób mówiących o tym, że kulturowo nasze społeczeństwo już się wyczerpała. Cywilizacja osiąga martwy punkt, po którym naturalnym procesem jest przemiana i budowa nowego.

Wiem, górnolotnie to brzmi, ale coś w tym jest. Osiągnęliśmy już punkt, w którym ciężko jest stworzyć coś nowego. Co będzie dalej? Nie wie nikt.


P.S. Nie traktujcie tego wpisu jako proroctwa ani nic podobnego. To po prostu krótka, osobista refleksja.

P.S 2 Osoba będąca w posiadaniu MOJEGO drugiego tomu "Achai" wraz z imienną dedykacją i autografem Ziemiańskiego proszona jest o zwrot. Kary nie będzie, także można się przyznać.